RSS
wtorek, 22 lutego 2005
Słonko...
I poszła. Znów stała się tylko szaryn słoneczkiem, a może nie tylko ale aż, bo przecież nie musiałem mieć tego numeru. Jak zwykle długo rozmawialiśmy. A rozmowa była długa, śmieszna i taka napawająca optymizmem. Bo przecież to ona zaczęła ja czekałem-chociaż tak chciałem od razu coś napisać. Ale przecież nie mogę wyjść na natręta. Napisała... Więc może coś rozkwitnie? Ach gdyby się udało, gdyby tylko nasze ramiona stały się przyjaciółmi-takimi, którzy nie lubią rozłąki,choćby na moment. Marzenia. Jak miło marzyć, a jak jeszcze radośniej cieszyć się z tych spełnionych, wymodlonych. Przecież nie musi wszystko być po mojej myśli. Ważne, że Pilot z Góry i tak ma plan. Na który przystane, bo i po co się sprzeciwiać? Tak Panie wszystko w Twych rękach
20:33, kiko2000
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 stycznia 2005
Nie łatwo

Nie łatwo jest być Durmą. Śmieszne prawda? Jednak uważam, że napisałbym na ten temat dobrą rozprawkę. Bo przecież nie każdy jest w stanie chodzić samemu półtorej godziny w sylwestra po mieście i nie każdy ma tyle spraw do załawienia co miałem ja przez cały rok. Ale póki co żyje, nie narzekam i nawet czasem udaje mi się odnieść małe sukcesy, bywa nawet że jestem z nich dumny. Najważniejsze jednak jest to, że lubie samego siebie i widzę wady, które musze usunąć-to jes tegoroczne wyzwanie!

Jeśli chodzi zaś o miniony rok... Uważam, że był udany o bfitował w wiele dobrych rzeczy. Zaczęło się od większej przyjaźni z Panem, na poznaniu tych ludzi i takiego sposobu życia jaki mi odpowiada. Później szło też dobrze. Układało mi się z Nią i byłem szczęśliwy, choć początek roku to też zimny prysznic-58pkt. Trzeba przyznać, że nie jest to fantastyczna suma... ale nie przejąłem się tym, wiedziałem, że będzie dobrze i miałem dobre przeczucie...Później był maj kolejne testy te najważniejsze w moim życiu, okazało się, że i nienajlepsze... Ale dostałem się tu gdzie chciałem, nawet zaryzykowałem, jedno podanie z trzech było tylko złożone. Jeszcze komers. Do dziś nie wiem czy było fajnie,ale nie żałuję, że była ona. Było kosmicznie tonąć w Jej ramionach...  Później czerwiec pożegnanie z klasą, szkołą wychowawczynią i zakończenie jednego wielkiego etapu edukacji. I wreszcie one-wakacje, te upragnione od 10 miesięcy. Potem była Gdynia, poznałem super dziewczyny jednak choć wszystko było na wyciągnięcie ręki, zdrada jest mi obca. Do dziś jestem z tego dumny. Potem przyjechała rodzinka z Ameryki więc sierpień zleciał niesamowicie szybko. I wreszcie wrzesień. Nowa szkoła, nowi ludzie i klimat, a co najważniejsze nowe wyzwania i większe ambicje. Klasa do dziś fantastyczna, tylko te ambicje... No cóż byle do półrocza. Ona już wtedy odczuwała, że będzie ciężko. Widywać Ją raz na tydzień to jak wogóle. Październik był ciężki, życie nabrało tempa czasu brakowało nawet na spanie. Rozstaliśmy się. To moja wina. Nie chciałem już Jej. Uznałem, że jest nieodpowiedzialna: te dyskoteki, ten ktoś, te jej towarzystwo. Nie dusiłem się, ale czułem, że chce odetchnąć. Nie żałuję, ale samemu jest ciężko. Dobrze że jest Wspaniała, bo to dzięki niej wiem i przekonuje się codziennie, że się przydaję. Niesamowita Wspaniała nawet nie wie ile dobra mi daje. Ale chwała za to Najwyższemu. Ale październik to też wielki czas. Byłem u FOXa. Niesamowite, te napięcie, te odliczanie, adrenalina-patrzysz na Tomka i... niczym się nie przejmuję, kocha to co robi i co najważniejsze robi to dobrze. (Jeszcze dwa miesiące drogi czytelniku.) Listopad to okres stabilizacji i ciężkiej pracy. Była Częstochowa... takich andrzejków nigdy się nie zapomina. To fakt. I ostatni z miesiąców. Grudzień. Druga wiyta w studio nawiązanie dobrych znajomości, roraty, wigila, ta klasowa i ta w domu-obie niezapomniane. Końcówka wolna i spokojna. I sylwek. O ile wieczór był udany o tyle nocy lepiej nie wspominać. Chociaż mama się ucieszyła, oglądnąłem szopke noworoczną, pośmiałem się. Ale czułem się cały czas oszukany. Bo jednak Wspaniała znów mi tyłek uratowała, ale niestety tylko Ona. Buziaki dla Ciebie Złota. Dzięki za wszystko. A jescze jedno. Te wszystkie miesiące to wzrastanie w Panu, niesamowite oddanie i czucie Jego łaski. Bogu niech będą dzięki za tamten rok. 25 Lat Koinoni, a mój pierwszy

10:27, kiko2000
Link Komentarze (5) »
czwartek, 30 grudnia 2004
Jak to jest

No właśnie, kto mi odpowie na to pytanie? Niby mam kolegów, świetne koleżanki,ale...Wydaje mi się, że ludzie mnie lubią i chyba akceptują, ale co by było gdyby mnie nie było? Otóż to jest najgorsze, nikt(okej, może znajdzie się kilka wyjątków) nawet nie pomyśli o mnie i nikt nie czuje, że mnie nie ma. Chyba to jest najgorszą rzeczą. A może to mi się tak wydaje. Sam nie wiem co myśleć, ale chyba jednak mam rację. Bo jakoś nie mogę sobie znaleść w swojej pamięci sytuacji gdzie ktoś dzwoni i mówi:"Musisz przyjść bo bez Ciebie to będzie tragicznie". Jeszcze jedno, często zastanawiam się jaki będzie mój pogrzeb. Nie chodzi mi o to, że myślę o śmierci czy się jej boję, ale poprostu. Czy ludzie będą naprawdę płakać, czy będą czuli mój brak? I czy będą Ci, na których mi zależy? Ciekawa sprawa musisz przyznać czytelniku. Umrzeć w glorii tak jak Pawłowski, który walczył to jest to...  No cóż, ale żeby nie wyszła ponura notka. Słowo do tych co nie wyobrażają sobie bezemnie świata. Dzięki Wam za to, że myślicie o mnie... To dzięki Wam wiem, że warto jednak BYĆ SOBĄ.

15:37, kiko2000
Link Komentarze (1) »
środa, 29 grudnia 2004
Początek?

Witaj. Co tu dużo mówić pierwszy blog, pierwsze kroki do opisywania i pokazywania siebie. Nie wiem czy będę na tyle silny żeby pisać tutaj. To jednak wymaga poświęcenia. Czuje, że to jest trudne pisać do wszystkich, bo przecież przeczytać może każdy moje myśli. Ale co tam na razie mam chęci, później się będę martwił ich brakiem. To będzie szary blog, bez żadnych zbędnych rzeczy. Tylko białe tło i czarne literki. Ja i moje myśli. To tak na odtrutkę. Powodzenia i cierpliwości drogi czytelniku!

14:27, kiko2000
Link Komentarze (3) »